Podczerwień

TECHNOLOGIE

Panie pilocie, dziura w samolocie!

Micha Jarosz · 22 stycznia 2010

Trzymetrowa dziura w poszyciu jumbo jeta to zazwyczaj materiał na film katastroficzny (brakuje tylko węży). Tymczasem w należącym do NASA B747 nazwanym Clipper Lindbergh pojawienie się takiego otworu w trakcie lotu nie jest czymś niespodziewanym, ani niebezpiecznym.

Samolot ten został specjalnie przekonstruowany, aby móc przenosić 2,5-metrowej średnicy teleskop programu SOFIA (Stratospheric Observatory for Infrared Astronomy – Stratosferyczne Obserwatorium Astronomii w Podczerwieni).

Po co w ogóle montować teleskop w samolocie? Mogłoby się wydawać, że więcej z tym zachodu niż pożytku. Otóż szczególnie w przypadku obserwacji prowadzonych w zakresie promieniowania podczerwonego, ziemska atmosfera (a konkretnie atomy wodoru wchodzące w skład cząsteczek pary wodnej) pochłaniają znaczącą ilość interesujących nas fal. Z tego powodu im wyżej umieścimy teleskop, tym więcej podczerwonego „światła” może on zarejestrować. Oczywiście najlepiej byłoby teleskop wynieść na orbitę okołoziemską (jak obserwatorium Hubble’a), czy wręcz okołosłoneczną (jak planowane obserwatorium Webb-a), jednakże koszty takich obserwatoriów są kolosalne w porównaniu z kosztami umieszczenia teleskopu w samolocie, nawet jeśli wiąże się to z poważnymi przeróbkami. Wyzwania inżynieryjne, jakim musieli stawić czoło projektanci tego wyjątkowego obserwatorium, były niezwykłe. Aby wyeliminować wpływ turbulencji i drgań pojazdu na układ optyczny teleskopu, został on zamontowany w olbrzymim łożysku olejowym. Trzy żyroskopy zabezpieczają układ przed wpływem nagłych wstrząsów i podmuchów wiatru oddziaływających bezpośrednio na konstrukcję teleskopu.