
Weź się w garść!
Właściwie dlaczego nie lubimy być pocieszani podobnymi słowami? Według australijskiego badacza Brocka Bastiana takie standardowe reakcje na czyjś smutek wzbudzają i wzmacniają przekonanie, że inni oczekują od nas natychmiastowej poprawy samopoczucia i nie akceptują naszych negatywnych emocji. To napędza spiralę smutku i poczucia nieadekwatności, a my czujemy się jeszcze gorzej. Emocje mają charakter społeczny. To otoczenie decyduje, czy dana emocja jest pożądana, czy nie i dlatego pewna ich grupa jest ujawniana w relacjach częściej niż inne. Ludzie nie przepadają za towarzystwem smutasów ani choleryków i podczas gdy szczęście ulega idealizacji, pokazywanie negatywnych emocji jest najczęściej źle odbierane. Takie niepisane społeczne normy wywierają presję bycia uśmiechniętym niemal 24 godziny na dobę, a dobrze znane teksty: “wszystko będzie dobrze”, “nie łam się” i “weź się w garść” nie pocieszają, a jeszcze bardziej przygnębiają. Jak więc nie zawieść oczekiwań innych ludzi, kiedy mamy gorszy dzień? Nie chcemy przecież tego pokazać i najczęściej robimy dobrą minę do złej gry za cenę jeszcze gorszego samopoczucia. Tym zjawiskiem zainteresował się Brock Bastian z Uniwersytetu Queensland. Naukowiec zauważa, że te reguły, chociaż obecne w większości kultur, przedstawiają się trochę inaczej w zależności od miejsca zamieszkania. Na przykład w krajach zachodnich jest silna presja na bycie szczęśliwym, podczas gdy w azjatyckich – większe przyzwolenie na ujawnianie negatywnych emocji.