
Recenzja "Wiecznego strapienia"
W spokojny sierpniowy wieczór wracałam wraz z córką i jeszcze jedną osobą znad morza. Tocząc się powoli w korku, toczyłyśmy niezwykle burzliwą dyskusję o pryncypiach. Przeważnie unikam rozmów na tematy polityczne przy dzieciach, jednakże teraz zareagować musiałam, bo owa współpasażerka zwróciła się do mej dziewięcioletniej córki słowami „a teraz musimy walczyć z jeszcze gorszą zarazą, z tęczową zarazą” i nie reagowała na moje prośby, by przestać. Rozmowa zaczęła podążać w dwóch zupełnie różnych kierunkach – ja przytaczałam argumenty z zakresu nauki, starałam się uruchomić w interlokutorce pokłady empatii (wszak wierzącą i praktykującą katoliczką jest), ona skupiała się na pomówieniach i zaprzeczeniu (być może i jakiś ksiądz wykorzystywał dzieci, ale homoseksualiści je sprzedają!).