ŚRODOWISKOAgata Kukwa · 13 stycznia 2010
W październiku 2010 media znów obiegła informacja o nowej szansie na wyżywienie ludzkości – mięsie hodowanym w laboratorium. Niektóre poczytne i popularne portale napisały o tym odkryciu bardzo entuzjastycznie. Już rok temu pisano o “kawale świeżego, krwistego mięsa” prosto z laboratorium. Jak to jest naprawdę? Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Przepis na mięso hodowane w laboratorium wygląda w skrócie tak:
1. Wykonujemy biopsję żywej, zdrowej świni (ale niekoniecznie, możemy też wziąć kurczaka czy nawet złotą rybkę, ale o tym później).
2. Kładziemy pobraną tkankę na laboratoryjnym stole i wyodrębniamy komórki macierzyste.
3. Dodajemy serum, dzięki któremu nasze komórki będą się mnożyć, a cała tkanka będzie rosła zdrowo i szybko.
4. Montujemy komórki na rusztowaniu, które pomoże im w uformowaniu włókien mięśniowych.
5. Aby mięsko dobrze smakowało mięśnie należy ćwiczyć. Podłączamy więc wyhodowane już włókna do prądu lub imitujemy chemicznie impulsy zmuszające mięsień do pracy.
6. Zbieramy wszystkie wyhodowane w ten sposób kawałki razem, wrzucamy do rozdrabniarki i mielimy.
7. Dodajemy aromaty, żelazo i witaminy, mieszamy.
8. Formujemy smakowite kiełbaski.
9. Kiełbaski gotujemy i zajadamy się tym niebywałym przysmakiem stworzonym w stu procentach w laboratorium.
Naukowcy wierzą, że dzięki temu zmniejszy się ilość zabijanych zwierząt, co z pewnością zadowoli środowiska wegetariańskie i organizacje zajmujące się prawami zwierząt. Hodowla, a właściwie produkcja tego typu miałaby mieć również znaczenie ekologiczne, ponieważ zużywałaby by dużo mniej wody i energii niż tradycyjna, a i pastwiska nie byłyby już potrzebne. Wygląda to rzeczywiście imponująco pod warunkiem, że nie wspomnimy o kilku problemach.