Efekt Mozarta nie istnieje

Wieść gminna niesie, że puszczanie muzyki Mozarta nowonarodzonym maluchom zwiększa ich inteligencję – geniusz mistrza spływa przez membrany głośników wprost do ich małych główek i przestawia im neurony. O efekcie Mozarta większość z nas kiedyś słyszała – jest to legenda miejska, która ma już blisko 30 lat, i wygląda na to, że prędko się nie zestarzeje.

A wszystko zaczęło się w 1993 roku od pracy autorstwa Frances Rauscher i współpracowników opublikowanej w Nature (co niewątpliwie pomogło temu memowi prędko rozprzestrzenić się po świecie). W pracy tej badacze opisali, jak puszczanie studentom muzyki Mozarta – a ściślej jego sonaty D-dur na dwa fortepiany – zwiększa ich zdolności kognitywne. No i rozpętało się muzyczne pandemonium.

Najpierw dwa słowa o oryginalnym badaniu: studentom w trzech grupach puszczano albo muzykę Mozarta albo powtarzającą się melodię relaksacyjną albo też nie puszczano im niczego. Następnie poddawano ich mierzącemu inteligencję testowi Stanforda-Bineta: według autorów studenci, którzy słuchali Mozarta wykazywali krótkotrwały wzrost IQ o 8-9 punktów. Było to zresztą badanie wstępne, a autorzy sami zwracali uwagę na to, że interesujące byłoby sprawdzenie, jak to się ma do innych kompozytorów, a także porównanie efektu pomiędzy muzykami, a ludźmi bez wykształcenia muzycznego. No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden mały szkopuł – kolejne badania innych, niezależnych badaczy, mające na celu weryfikację rezultatów, nie zweryfikowały niestety niczego. Rauscher próbowała w kolejnej publikacji kilka lat później zwalić winę na niejednorodny sposób podejścia do tematu. Zaproponowała też nowy test, który miał mierzyć rozumowanie czasowo-przestrzenne u badanych.

W 1999 roku temat znowu otarł się o Nature – badacze ze Stanów i Kanady próbując odwzorować dokładnie eksperyment Rauschner nie dali jednak rady uzyskać tych samych wyników. Rauschner wielokrotnie broniła jednak swoich rezultatów, powtarzając też, że nigdy nie twierdziła, że słuchanie Mozarta zwiększa inteligencję, a jedynie że krótkotrwale wzmacnia pewne zdolnosci kognitywne. W 2010 roku w piśmie Intelligence pojawiła się meta-analiza naukowców z Wiednia, wykazująca na podstawie dostępnej w temacie literatury, że efekt Mozarta nie istnieje. Warto jednak dodać (i wybić z dłoni Rauschner ten argument o błędnej interpretacji jej badań), że zdaniem autorów Mozart nie tylko nie zwiększa inteligencji, ale przede wszystkim nie zwiększa też zdolności kognitywnych u badanych.

Pytanie, dlaczego tak się rozwodzę nad całym tym humbugiem. Otóż problem z nauką polega na tym, że bardzo łatwo jest w mass-mediach przekręcić znaczenie odkrycia. Rauschner pisała o krótkotrwałej poprawie zdolności kognitywnych, a gdzieś w tłumaczeniu z naukowego na laicki został zgubiony sens tej pracy. Najpierw felietonista New York Timesa Alex Ross żartobliwie rzucił, że słuchanie Mozarta naprawdę czyni was mądrzejszymi. Potem w kolejnych latach kolejne gazety powracały do różnych badań Rauschner, a wpływ efektu Mozarta na rozwój inteligencji u dzieci stawał się coraz większy.

Apogeum absurdu osiągnięto chyba w 1998 roku, gdy gubernator Georgii Zell Miller zaproponował, aby w budżecie stanu zarezerwować ponad 100 tysięcy dolarów na płyty i kasety z muzyką klasyczną, którymi miały być obdarowywane nowonarodzone dzieciaki. W trakcie posiedzenia nad budżetem Miller puścił zresztą na użytek innych uczestników posiedzenia Odę do Radości Bethoveena, a następnie zapytał: Nie czujecie się teraz mądrzejsi?. Natomiast w książce 50 wielkich mitów popularnej psychologii efekt Mozarta zajął zaszczytne szóste miejsce.

Czyli nie, jeśli chcecie mieć mądrzejsze dzieci, każcie im czytać więcej książek zamiast oglądania kreskówek na okrągło. Dbajcie o ich dietę i zdrowy rozwój. Znajdujcie sposoby na poszerzanie horyzontów. Bo nie ma żadnych magicznych sztuczek, które zwiększyłyby ich inteligencję z dnia na dzień tylko przez słuchanie muzyki. Co nie oznacza, że nie należy słuchać Mozarta. Bo nawet jeśli słuchanie jego muzyki nie czyni nas geniuszami, to nie można powiedzieć, że on geniuszem nie był. Na koniec więc, po prostu dla przyjemności (lub dla ciekawskich w ramach testu), sonata D-dur na dwa fortepiany:

Więcej informacji:
(C) Zdjęcie unsplash.com by Tim Bish
Rauscher, F., Shaw, G., & Ky, C. (1993). Music and spatial task performance. Nature, 365 (6447), 611-611 DOI: 10.1038/365611a0
Steele, K., Bella, S., Peretz, I., Dunlop, T., Dawe, L., Humphrey, G., Shannon, R., Kirby, J., & Olmstead, C. (1999). Prelude or requiem for the ‘Mozart effect’? Nature, 400 (6747), 827-827 DOI: 10.1038/23611
Pietschnig, J., Voracek, M., & Formann, A. (2010). Mozart effect–Shmozart effect: A meta-analysis Intelligence, 38 (3), 314-323 DOI: 10.1016/j.intell.2010.03.001
Artykuł pochodzi z nicprostrzego.wordpress.com
Print Friendly, PDF & Email
Sending
User Review
0 (0 votes)
Total
0
Shares
10 comments
  1. Witam
    tu nie chodzi o to, by nowonarodzonym dzieciom puszczać Mozarta, ale nawet już w okresie prenatalnym to, jakiej muzyki słucha mama, ma ogromne znaczenie dla tworzenia się neuronów i kształtowania połączeń neuronalnych w mózgu dziecka.Może tu w kwestii samego Mozarta też “drobne” zafałszowanie!POlecam film “Urodzony geniusz”, tam jest to świetnie objaśnione:)

    1. A są jakieś badania potwierdzające to stwierdzenie: “już w okresie prenatalnym to, jakiej muzyki słucha mama, ma ogromne znaczenie dla tworzenia się neuronów i kształtowania połączeń neuronalnych w mózgu dziecka”?

  2. “Czyli nie, jeśli chcecie mieć mądrzejsze dzieci, każcie im czytać więcej książek zamiast oglądania kreskówek na okrągło.”

    Gdzie dowód, że akurat TO ma być skuteczne?

    1. Cóż jeśli potrzebujesz dowodów na to, że czytanie książek, to skuteczny sposób na poszerzanie wiedzy, to nie zbyt różowo widzą twoją przyszłość.

      1. I bardzo dobrze! Nie przyjmujmy niczego za prawdę objawioną bez dowodów – tylko dlatego, że “przecież wszyscy to wiedzą”.

  3. zastanawiam się jak to się ma do efektów badań prowadzonych przez Maseru Emoto, który też “korzystał” z Mozarta…

    1. Ma się to wyników Emoto bardzo prosto. Japończyk mówi, że tej wodzie kazał słuchać Mozarta i pokazuje ładne zdjęcie kryształków. Tyle. Ci co chcą wierzyć w jego teorie są przekonani – cała reszta robi “facepalm”. Mnie tam jakoś nie przekonuje ktoś, kto chwali się tytułem doktora, ale nie wspomina, że tytuł wywalczył w dziedzinie medycyny alternatywnej na bardzo ciekawej “uczelni”. Polecam młodego fizyka: http://mlodyfizyk.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?486646

Skomentuj Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Related Posts