Kiedy ponad 40 lat temu Neil Armstrong stawiał stopę na Księżycu, wszyscy myśleli, że rozpoczęła się era podboju kosmosu. Wydawało się, że lada chwila NASA zbuduje flotę załogowych statków kosmicznych, rozpocznie się kolonizacja pozostałych planet Układu Słonecznego i nim skończy się XX wiek każdy będzie mógł spędzić wakacje w luksusowym hotelu na Marsie.
Nadzieje były oczywiście wyolbrzymione i ludzie znający stojące przed naukowcami problemy techniczne wiedzieli, że niczego nie możemy być pewni. Kolejne misje kosmiczne pozwoliły na dokonanie wielu odkryć, coraz częściej lataliśmy na orbitę, dookoła ziemi zaczęło gęstnieć od coraz liczniejszych satelitów. Mimo to ludzie oczekiwali osiągnięcia na miarę lotu Gagarina i misji Apollo, powoli tracąc nadzieję na podróż w kosmos.
Roboty zagościły w ludzkiej świadomości dużo wcześniej, niż rzeczywiście pojawiły się w naszym otoczeniu. Opublikowana w 1920r. sztuka „R.U.R.” Karela Čapka, po raz pierwszy wprowadziła słowo „robot” do naszego języka, przy okazji od razu roztaczając przed nami wizję buntu rozumnych maszyn.
Mimo że postęp technologiczny przez długi jeszcze czas nie pozwalał na skonstruowanie maszyn samodzielnie podejmujących decyzje o swoim działaniu, to problem zapewnienia, by zachowywały się one we „właściwy” z naszego punktu widzenia sposób, stale zaprzątał umysły futurologów. W latach czterdziestych, w swoim zbiorze opowiadań „Ja, robot” Isaac Asimov zaproponował „Trzy prawa robotyki”:
Gdy ostatnim razem pobierano Ci krew do badania, nie w głowie Ci zapewne było, jakimi metodami w laboratorium zlicza się stężenia rozmaitych komórek wchodzących w jej skład. Rozdzielenie różnych typów komórek w taki sposób, aby uzyskać dużą pewność, jest tymczasem dość istotnym problemem. Tradycyjne metody, takie jak frakcjonowanie w wirówkach, mają swoje ograniczenia – nie wszystkie komórki można rozdzielać w ten sposób. Inne, wykorzystujące zjawiska fluoroscencji, wymagają użycia skomplikowanej aparatury. O ile prostsze byłoby życie laborantów, gdyby komórki po prostu sortowały się same…
Nintendo, promując swój najnowszy produkt Nintendo 3DS, ostrzega rodziców dzieci, które nie skończyły jeszcze 6 lat, że granie w trybie 3D na przenośnych konsolach, może mieć negatywny wpływ na zdrowie ich pociech. Producenci zachęcają więc do kupna najmłodszym - starszej wersji Nintendo DS, na której mogą cieszyć się tymi samymi grami, ale w wersji dwuwymiarowej. Czy to wskazanie powinno dotyczyć tylko dzieci?
Filmy i bajki 3D w kinach to już standard, co więcej ostatnio do pakietu telewizyjnego można dobrać nawet kanały w 3D, na rynku można znaleźć coraz więcej telewizorów 3d, a teraz jeszcze na święta trzeba będzie kupić dziecku konsole 3D. Jeśli jest tego tyle, to z pewnością ma na nas jakiś wpływ. Czy zastanawialiście się kiedyś nad ewentualnymi szkodami, jakie może nam przynieść oglądanie efektu 3D?
Ekran, z którego czytasz te słowa, zbudowany jest z materii. Tak samo zresztą jak całe Twoje otoczenie i Ty sam. Materia otacza nas przez cały czas i jest tak powszechna, że rzadko zadajemy sobie pytanie: czym właściwie ona jest?
Być może po części jest tak dlatego, że odpowiedź na to pytanie nie jest wcale łatwa. Ze szkoły oczywiście pamiętamy, że materię tworzą atomy, niegdyś uważane za niepodzielne – dzisiaj wiemy, że zbudowane są z neutronów, protonów i elektronów. Taka odpowiedź przestaje jednak wystarczać, gdy weźmiemy pod uwagę dwa fakty.
Obsługa współczesnego komputera wymaga zazwyczaj (zwłaszcza w dziedzinie zastosowań „biurowo-domowych”) obsługi graficznych interfejsów użytkownika. Mówiąc prościej, od użytkownika oczekuje się, że będzie przemieszczał po ekranie wskaźnik i wykonywał czynności takie jak „klikanie”, „zaznaczanie” czy „przeciąganie”. Znakomita większość z nas nie ma z tym większych problemów. Nie zapominajmy jednak, że są wśród nas osoby, dla których precyzyjne przesuwanie myszki po blacie stołu, to zadanie wymagające wielkiego wysiłku.
Mowa tu osobach cierpiących na zaburzenia motoryczne spowodowane na przykład chorobą Parkinsona lub porażeniem mózgowym oraz osoby u których na wskutek choroby lub urazu występuje duża bolesność lub ograniczenie zakresu ruchu dłoni lub palców.
Zdjęcie dzięki uprzejmości / Courtesy of the University of Southampton and Segoz
Telefon komórkowy dawno przestał być przedmiotem zbytku, a stał się niemalże produktem pierwszej potrzeby. Od kilku lat coraz popularniejsze stają się tzw. smartfony, czyli urządzenia wyposażone w systemy operacyjne, które pozwalają na wgrywanie autorskich aplikacji. Współczesne urządzenia służą nam do słuchania muzyki, oglądania filmów, gier i przeglądania internetu. Czy smartfon może jednak służyć do czegoś więcej niż rozrywka? Podobno są ludzie, którzy do pracy korzystają z zaawansowanych aplikacji biznesowych. Nie jest to jednak informacja potwierdzona. My mamy dla was informację o tym, jak urządzenia tego typu zamierzają wykorzystywać naukowcy z uniwersytetu w Southampton.
Znakomita seria pięciu filmików wyprodukowanych jako część projektu NANOYOU finansowanego w ramach Siódmego Programu Ramowego Komisji Europejskiej.
Film jest po angielsku, na oryginalnej stronie youtube dostępny jest transkrypt (na razie angielski i duński). Z komentarzem zawsze porywającego Stephena Fry’a. Tutaj tylko część pierwsza, co by nie zaśmiecać internetów zbytnio, po resztą odwiedźcie NANOYOU…
Czuję się w obowiązku dodać, że filmiki są tylko wprowadzeniem do nanotechnologii. Nie mówią więc o żadnych skomplikowanych konceptach, a jedynie wyjaśniają podstawy. Za to w bardzo przystępny sposób (jak należy zresztą oczekiwać od materiału, który został opracowany jako pomoc pedagogiczna…).
Zachęceni popularnością artykułu o narodzinach samoświadomości u robotów, postanowiliśmy iść za ciosem. W dzisiejszym artykule poznamy robota, który dzięki introspekcji potrafi zmienić swój światopogląd, oraz jego młodszego brata, który potrafi obejść uszkodzenia własnego mózgu.
Tydzień temu poznaliśmy pracę badaczy z Cornell University. Opracowany przez nich robot potrafi samodzielnie stworzyć wewnętrzny model swojej konstrukcji, a następnie korzystając zeń nauczyć się przemieszczać. Potrafi też, w przypadku uszkodzenia, odpowiednio zmodyfikować model i sposób poruszania. To projekt z 2006 roku. Niecałe trzy lata później, Juan Cristobal Zagal i Hod Lipson (który brał udział także w poprzednim projekcie, a obecnie jest kierownikiem Laboratorium Syntezy Obliczeniowej w Cornell) opublikowali wyniki swoich prac nad robotami, których zdolności samoanalizy skupiają się bardziej na umyśle, niż na ciele.
„Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Sporo czasu jeszcze upłynie, zanim na poważnie będziemy mogli zadać sobie tytułowe pytanie z powieści Philipa K. Dicka, już dzisiaj jednak istnieją roboty zdolne do pewnego rodzaju introspekcji swojej “osoby”.
Robotyka rozwija się od kilkudziesięciu lat. W zakładach przemysłowych roboty stały się nieodzowną częścią zautomatyzowanych linii produkcyjnych. Pracują nieprzerwanie, z mechaniczną powtarzalnością i nie skarżą się na pensję.
Gdy jednak wyjdziemy poza teren fabryki, okazuje się że roboty nie zapuściły tutaj jeszcze korzeni.Ich zastosowanie ogranicza się właściwie do rozrywki i prostych prac takich jak odkurzanie. Nawet wyjątkowo medialne roboty saperskie, są tak naprawdę zdalnie sterowanymi platformami robotycznymi, które nie posiadają praktycznie żadnej autonomii działania.